Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 czerwca 2010

Dzień czwarty: Na kempingu

Poniedziałek, upał 27 stopni. Dzieci od wyjazdu z Warszawy marzyły o zabawie w basenie. Dziś dzień spełnionych marzeń - nie ruszaliśmy się wcale z kempingu. Przed południem zabawa w wodzie, potem przerwa na obiad i odpoczynek w domku - na zakończenie dnia znowu kąpiele. Takie nicnierobienie, którego raczej nie lubimy my dorośli, ale dziś było całkiem przyjemnie - ciepła woda w basenach, atrakcje dla dzieci i dorosłych :)

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Dzień trzeci: Niedziela z Polonią francuską

Dziś rano zastanawialiśmy się, co będziemy robić pierwszego dnia pobytu we Francji. Przed nami tyle możliwości i nie wiadomo, co wybrać na początek. Oprócz pójścia na mszę niedzielną nie mieliśmy żadnej wyraźnej koncepcji, więc wsiedliśmy do samochodu i zaczęliśmy poszukiwania kościoła we Frèjus. Miasteczko okazało się dużo większe niż się spodziewaliśmy. Rozległe nabrzeże, część zabytkowa z czasów rzymskich, mnóstwo hoteli i apartamentowców. Osobie będącej tu po raz pierwszy od razu nasuwają się skojarzenia z klimatem Saint Tropez z filmów z Luis de Funesem. Szukaliśmy kościoła i jakoś trudno nam było coś znaleźć. W końcu na tabliczce wypatrzyliśmy napis Eglise Saint Roch i rzeczywiście za chwilę naszym oczom ukazał się kościół. Co ciekawe, msza miała się rozpocząć tu za 10 minut (godz. 10.00 oraz 17.00). Trudne okazało się zaparkowanie samochodu w kompletnie zatłoczonych uliczkach, ale i to się udało. Msza po francusku, na szczęście Francuzi używają książek, co trochę ułatwia zrozumienie tego, co mówi ksiądz. Zwróciły naszą uwagę dwa polskie akcenty w kościele: obraz M.B. Częstochowskiej przy ołtarzu oraz wizerunek Jezusa Miłosiernego wiszący z boku. Cóż, pomyślałam, może we Francji te obrazy są popularne - nie mogłam znaleźć jakiegoś bardziej logicznego wytłumaczenia. Msza się skończyła i ksiądz na koniec pokazał karteczki, które potem rozdawał przy drzwiach. Na karteczce znajdowały się dane kontaktowe księdza: ks. Jerzy (Georges) Chorzempa i dalej po francusku opis tego, co dzieje się w tej parafii. Zagadka się wyjaśniła. Oczywiście zagadnęliśmy naszego rodaka przy wyjściu z kościoła. Ksiądz Jerzy natychmiast zaprosił nas na spotkanie Polaków z tych rejonów, które miało się rozpocząć za dwie godziny w odległym o 30 kilometrów Grimaud. Z zaproszenia ochoczo skorzystaliśmy. I tak mieliśmy już "plan" na ten dzień.

Ksiądz poprosił, żebyśmy chwilę poczekali, a potem jechali za nim. Parę minut staliśmy przy plebanii rozmawiając z Polką, która miała zabrać się z księdzem samochodem, potem dołączył do nas konsul RP z żoną, którzy przyjechali z Lyonu. Dowiedzieliśmy się, że w tym kościele co niedzielę o 17.00 odbywają się msze dla Polaków. Wkrótce wyruszyliśmy w kierunku Grimaud i Saint Maxime. Droga była bajkowa, wąska i kręta z morskimi widokami, przez nadmorskie miejscowości o tej porze roku całe w kwiatach (oleandry, lawenda, milin amerykański, agapanty i mnóstwo innych nierozpoznanych). Zręcznie ominęliśmy korki i dotarliśmy do starego kościoła w okolicach Grimaud położonego w rozległym ogrodzie. Spotkanie miało dwie części. Pierwsza - religijna w kościele, a druga przy grillu na świeżym powietrzu. Przy długich stołach zasiedli Polacy w różnym wieku, mieszkający w południowej Francji. Bardzo sympatyczne i ciekawe doświadczenie, choć byliśmy chyba jedynymi turystami z Polski.

W powrotnej drodze nie mogło się obyć bez kąpieli w morzu, z wytęsknieniem wyczekiwanej przez dzieci. Plaża pomiędzy St-Aygulf i Frèjus bardzo przypominała dzieciom wakacje nad Bałtykiem, tylko woda w morzu w tym miejscu okazała się dużo cieplejsza. Wieczorna kąpiel była bardzo miłym zakończeniem dnia.

Dzień drugi: Przyjazd na Lazurowe Wybrzeże

Nocleg w Grazu i obfite śniadanie hotelowe pozostawiły u nas miłe wspomnienia. Wyjechaliśmy w drogę około ósmej rano, dzieci niestety nie spały już przed siódmą ;(
Za nami malownicza droga autostradą A2 przez Austrię (góry, lasy, piękne doliny), potem rozległe pola uprawne północnych Włoch - winnice, kukurydza, drzewa oliwne i laurowe, o ile się nie mylę. Ten odcinek autostrady pokonaliśmy bez większych trudności, korków, itp.. Przed Genuą, a potem na ziemi francuskiej było już trudniej, bo dużo tuneli z wąskimi przesmykami światła, popołudniowe słońce świecące w oczy, większy ruch i węższa droga.

Przed 19stą dotarliśmy na miejsce naszego pobytu - kemping w pobliżu nadmorskiego kurortu Frèjus (czyt. Freżius). Zamieszkamy tu dwa tygodnie (14 dni w cenie 10ciu) w przyjemnie wyposażonym domku - mobile home. Domki mobilne mają ten plus dla rodziny z dziećmi takiej jak nasza, że stanowią namiastkę domu, dają większą swobodę niż pokój hotelowy, towarzyskie atrakcje dla dzieci typu baseny, plac zabaw oraz rzecz niebagatelna, zwłaszcza we Francji, która nie należy do najtańszych - przyjazne ceny. Co ciekawe, na razie nie spotkaliśmy w tym rejonie żadnych turystów z Polski, ani na kempingu, ani na ostatnim odcinku autostrady. Być może przyczyna tkwi w nietypowej porze naszych wakacji...


View F2010 Dzień 2 : Przyjazd na Lazurowe Wybrzeże in a larger map

piątek, 11 czerwca 2010

Dzień pierwszy: W drodze na wakacje

Wyruszyliśmy!

Dziś rano około 8 wyjechaliśmy spod Warszawy i zmierzamy w kierunku Francji. Zatrzymaliśmy się po drodze obok Grazu w hotelu OKotel w Kalsdorfie. Tak jak pisali użytkownicy forów dyskusyjnych, pani na recepcji powitała nas bardzo poprawną polszczyzną. Nocuje tu dużo Polaków - niedrogo i miejsce sprawdzone.
Dzień był upalny, ale obyło się bez większych korków. Fajnie jest zaczynać podróż, w nowe nieznane miejsca i prowadzić zapis kolejnych dni. Żeby jak najwięcej pozostało w pamięci na dłużej.


View F2010 Dzień 1 : W drodze na wakacje (Graz) in a larger map